Być poprawnym czy oddać głos autorowi. O trudnej sztuce przekładania bajek

Kopciuszek”, „Piękna i Bestia”, „Jaś i Małgosia”, „Czerwony Kapturek”, „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków”, „Jaś Fasola”, „Śpiąca Królewna” czy „Kot w butach” to jedne z najbardziej znanych bajek. Większość z nas te i wiele innych pamięta z własnego dzieciństwa. Choć mówi się, że nie mają one dziś takiego wpływu na dzieci, jak kiedyś, lepiej nie ignorować ich siły. Te opowieści przygotowują najmłodszych do radzenia sobie z najróżniejszymi sytuacjami, które mogą spotkać ich w życiu. Wskazują wartości, piętnują niewłaściwe zachowania, tym samym pokazując dzieciom, że zło zawsze źle kończy. Uczą więc pewnych postaw. Przekładanie bajek jest bardzo trudne. Tłumacz musi bowiem wybierać między dosłownością, a wolnym przekładem; pomiędzy tym, co współcześnie jest dopuszczalne i uznawane za właściwe, a zamysłem autora.

Chcesz nawiązać współpracę z tłumaczem specjalizującym się w przekładaniu bajek? Najlepszym sposobem na szybkie dotarcie do właściwego specjalisty jest konsultacja z profesjonalistami z renomowanego biura tłumaczeń.

Stąpanie po cienkim lodzie

Czy to bajka, czy nie bajka,

Myślcie sobie, jak tam chcecie,

A ja przecież wam powiadam:

Krasnoludki są na świecie”.

(Maria Konopnicka)

Bajki i baśnie, ogólnie literatura dla dzieci, ma dziś ciężki czas. Jeśli weźmie się pod uwagę szeroko pojętą „poprawność polityczną”, przeróżne batalie o to, co wypada, a co nie, czy co można wkładać między wersy, a co nie, okazuje się, że sytuacja tłumacza przekładającego nawet kanon literatury dla dzieci może okazać się stąpaniem po polu minowym. Normy kulturowe zmieniają się z czasem, ale też są różne w różnych miejscach na świecie. Wszystko to sprawia, że zajmowanie się tłumaczeniem tekstów dla najmłodszych to naprawdę delikatna i trudna sprawa.

Wielu specjalistów twierdzi, że to jedna z najbardziej wymagających dziedzin tłumaczeń. Z jednej strony mamy dzieci, o których trzeba myśleć, a z drugiej strony setki, jak nie tysiące różnych kwestii – od tych translatorskich, językowych, przez normy kulturowe i społeczne aż po jakieś najnowsze trendy mówiące, że „coś jest niedopuszczalne” lub „coś teraz powinno iść taką drogą”.

Choć dziś nie ma oficjalnej cenzury, pewne rzeczy i tak podlegają cenzurze wydawców, rodziców czy pewnych kręgów osób, które oburzają jakieś słowa czy sceny. Za takie kwestie oberwali m.in. Astrid Lindgren czy Mark Twain. Do dziś nieliczne wydania opowieści braci Grimm są zgodne z ich oryginalnymi opowieściami. Pojawia się więc tu pytanie o to czy można zmieniać treść książek, bo zmienił się świat…?

Widać więc, że jest to wyzwanie. Na swojej drodze muszą pokonać te wszystkie kwestie, a jeszcze czeka ich dylemat najbardziej podstawowy przy tej pracy – wybrać drogę dosłowności i tłumaczyć słowo po słowie, czy też zdecydować się na wolny przekład…? Jest to wybór pomiędzy wiernością oryginałowi, a daniu czytelnikowi możliwie największej przyjemności z lektury. Rzadko kiedy da się pogodzić jedno z drugim, a na pewno te najlepsze przekłady wymagają mistrzowskich umiejętności i pióra od tłumacza.

Trzeba pamiętać też o tym, ze trzymanie się dosłowności w innym języku może odebrać treści jej witalność, a historii coś, co możemy określić „siłą życiową”. Niestety to, co dobrze brzmi w jednym języku, w innym wcale tak nie musi działać. Zaś minusem zbyt wolnego przekładu jest możliwość odebrania ważnych elementów treści czy ogólną zmianę przekazu, którą właśnie w takie, a nie inny sposób wymyślił autor.